https://www.youtube.com/@Kulkson

 

Jeszcze kilka lat temu nikt nie wierzył, że Kulkson naprawdę istnieje. Jedni mówili, że to legenda internetu, inni że mit wymyślony przez ludzi z osiedla. Prawda okazała się dużo bardziej absurdalna.

Według niepotwierdzonych informacji Kulkson był kiedyś papieżem. Podobno sam zrezygnował po trzech dniach, bo „za dużo siedzenia i za mało basu”. Chwilę później miał zostać najbardziej rozpoznawalnym złodziejem w Europie, choć nigdy niczego nie ukradł poza uwagą ludzi i podobno jednym rowerem w 2017.

Później wszedł do biznesu. W wieku dwudziestu lat miał posiadać siedem firm, trzy kluby nocne, automat z kebabem i udziały w czymś, czego nikt do dziś nie rozumie. Ludzie twierdzą, że zarobił pierwszy milion sprzedając wodę „premium” z kranu w butelkach po energetykach.

Jednak największą sławę zdobył jako imprezowicz. Mówi się, że potrafił być na trzech imprezach jednocześnie. Według legend ostatni raz widziano go śpiącego w 2019 roku. Reszta czasu to były kluby, dachy bloków, spontaniczne wyjazdy i tajemnicze zdjęcia robione kalkulatorem.

I właśnie wtedy wszystko się zmieniło.

Kulkson zniknął na kilka miesięcy. Gdy wrócił, miał pod oczami ogromne worki, kaptur na głowie i folder pełen bitów. Zamiast kolejnej imprezy wybrał studio. Zamiast biznesów — muzykę. Jak sam mówi: „łatwiej zrobić numer niż tłumaczyć ludziom o co chodzi”.

Dziś Kulkson uznawany jest za legendę nowoczesnego undergroundu. Jedni go rozumieją, inni nie, ale każdy kojarzy jego wers:
„mam za duże worki pod oczami, za mały tłum”.

Nie wiadomo ile w tej historii jest prawdy. Ale jedno wiadomo na pewno — Kulkson nie pasował do świata od samego początku. I chyba właśnie dlatego został legendą.