Jeszcze kilka miesięcy temu Kuba P. był jednym z największych krytyków nowoczesnych elektrycznych samochodów. Na swoich social mediach regularnie wrzucał komentarze, że „to wygląda jak mydelniczka”, „nigdy bym tym nie jeździł” i że prawdziwe auta powinny mieć głośny silnik, a nie cichy napęd elektryczny.

Znajomi śmiali się, że Kuba prędzej kupi stary motocykl niż futurystyczne sportowe auto. Sam zainteresowany często powtarzał, że „nie da się przekonać do takich wynalazków”. Internet szybko podchwycił temat, a jego teksty stały się lokalnym memem.

Wszystko zmieniło się jednak po jednej przejażdżce.

Według osób z otoczenia Kuby, miał okazję usiąść za kierownicą nowoczesnego niebieskiego coupe podczas prywatnego spotkania motoryzacyjnego. Początkowo miał tylko „sprawdzić, o co tyle hałasu”, ale po kilku minutach jazdy jego nastawienie kompletnie się zmieniło.

Kilka tygodni później w sieci pojawiło się zdjęcie, na którym Kuba stoi obok dokładnie tego samego modelu, trzymając kluczyki w ręku. Charakterystyczna czarna opaska na oczach i ciemna stylizacja nadały fotografii tajemniczy klimat rodem z ulicznych sesji motoryzacyjnych.

Internauci nie mieli litości.

„Największy hejter został właścicielem” — pisał jeden z użytkowników.
„Czyli jednak marzył o nim od początku” — dodawał kolejny.

Sam Kuba skomentował sprawę krótko:
„Dopóki nie spróbujesz, nie oceniaj.”

I wygląda na to, że właśnie tak zakończyła się historia największego przeciwnika tego auta — który finalnie sam odjechał nim do domu.